Obserwatorzy

wtorek, 28 grudnia 2010

02 Wodospad Niagara

Nareszcie nadeszły wakacje i czuję, że będą szalone! Postanowiłam z przyjaciółkami gdzieś polecieć. Dosłownie polecieć, po co są w końcu moje buty nie? Razem z Iwoną ustaliłyśmy, że super będzie zobaczyć Wodospad Niagara. Jednak moje buty są za słabe, więc postanowiłyśmy polecieć samolotem. Ania na tą informacje nie mogła przestać się cieszyć.
            Kiedy doleciałyśmy na miejsce, Ania jak wystrzelona rzuciła bagaże do naszego pokoju w hotelu i wybiegła na taras by podziwiać piękny wodospad. 
Było już późno, więc położyłyśmy się spać, a zobaczyć Niagarę z bliska poszłyśmy następnego dnia.
W nocy jednak, gdy ruch uliczny ucichł spadająca woda wydawała dużo hałasu, nie mogłam zasnąć. Iwona i Ania nie miały z tym problemu. Po jakimś czasie usłyszałam głośne oklaski i wiwaty turystów. Wstałam i podeszłam do okna. Nie wierzyłam własnym oczom! W tamtej chwili wiedziałam, że nie ma nic piękniejszego od widoku podświetlonego wodospadu, to było coś niesamowitego. Szybko obudziłam przyjaciółki i razem podziwiałyśmy wodospad przez całą noc, aż wyłączyli światła. Z samego rana poszłyśmy zobaczyć Niagarę z bliska. Wzięłyśmy ze sobą parasolki, ponieważ tam mocno chlapie. Niestety Ania zapomniała i…
została mocno zmoczona. Dziewczyny nabrały ochotę na parę ekstremalnych skoków. Wzięłam w tym udział. Na moich butach podleciałyśmy nad wodospad i skoczyłyśmy obok, jednak nad samą wodą ostro zahamowałyśmy. Iwona się wściekła, bo bransoletka wpadła jej do wody. Potem porobiłyśmy sobie zdjęcia na tle wodnego cudu.
            Następnej mocy postanowiłam wrócić nad podświetlony wodospad. Wydawał mi się taki niezwykły. Kiedy nikt nie patrzył, wskoczyłam do wody by pooglądać od dołu kolorową wodę. Prąd był silny, więc zabezpieczyłam się liną. Na dnie rwącej rzeki ujrzałam, że światło odbija się o jakiś przedmiot. Nabrałam dużo powietrza i zanurkowałam głębiej. Był to piękny szklany wisiorek w kształcie korony. Wzięłam go ze sobą, by pokazać Ani i Iwonie.
            Dziewczynom się nie podobał, ale stwierdziłam, że Stella lubi różne błyskotki, więc uznałam, że to będzie dobry prezent na jej urodziny, które będą dopiero za pół roku.
            Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Po kilku dniach postanowiłyśmy już wracać do domu, by cieszyć się wakacjami w Los Angeles. Pewnie i tak niedługo znów gdzieś pojedziemy.

Proszę o komentarze ^^ obserwator ?? ;p

1 komentarz: