Więc… w szkole jakoś mi idzie, nawet nieźle. Chodzę z Kennedy do klasy już 10 dni, Ania prawie codziennie mnie odwiedza. A właśnie, zapomniałam napisać, co z Anią. Ania mieszka teraz u swojej mamy, mojej cioci w domu obok, nie chodzi ze mną do szkoły, bo wolała wybrać technikum.
Wczoraj wieczorem niespodziewanie zadzwoniła Iwona. Nie odbierałam, ale dzwoniła tak długo, ze wreszcie ustąpiłam. Oczywiście wiedziałam, że coś ode mnie chce, bo inaczej by nie dzwoniła. Okazało się, że jej „najlepsza przyjaciółka” jest teraz tu w Los Angeles i dostała zgodę, by dalej tu chodzić do szkoły, ale z wymiany wraca córka państwa, u których mieszka, więc teraz nie ma domu. Zaproponowała, by u mnie zamieszkała na jakiś czas. Powiedziała mi tylko, że będzie miała pomarańczową dużą torbę i w ten sposób mam ją poznać, podała już jej mój adres. Powiedziałam Iwonie, ze się nie zgadzam a ona na to, że to kiepsko, bo już jej powiedziała, że ja się zgadzam. Nie zdążyłam jej nic powiedzieć, bo się rozłączyła. To prawdziwa mistrzyni manipulacji! No, więc byłam zmuszona przyjąć dziewczynę do siebie. Byłam strasznie wściekła, bo Iwona później nie odbierała telefonu, a ja nawet nie znam imienia mojej nowej współlokatorki. Iwona wspomniała coś jeszcze, że mam ją spotkać w galerii handlowej przy fontannie. Postanowiłam najpierw poobserwować dziewczynę, więc przyszłam wcześniej.
Ok., namierzyłam ją. Widać było, że dobrze jej się wiedzie, cyrkonowe buty, wielka pomarańczowa torba, i super bluzka oraz ogromne okulary przeciwsłoneczne zasłaniające prawie całą twarz. Czemu sobie nie wynajęła pokoju w hotelu? Blondynka rozmawiała z kimś przez telefon. W centrum galerii jest bardzo głośno, nic nie słyszała, więc wyszła na zewnątrz. Dobrze się bawiła rozmawiając przez telefon, machała sobie torebką. Nagle z bocznej uliczki wybiegł jakiś chłopak i wyrwał jej torebkę z ręki. Nie było, na co czekać, popędziłam za nim. Zdziwiłam się bardzo, gdy zobaczyłam, że ta dziewczyna mnie dogania, a nawet przegania. Uruchomiłam odrzutowe buty dopadłam kolesia. Ona była tuż za mną – już nigdy w życiu nie zabierzesz mi torebki, jasne? – wrzasnęła na niego i zadzwoniła po policję. Usłyszałam znajomy głos. Gdy skończyła rozmawiać zwróciła się do mnie: jej, Chelsea nie wiedziałam, że z ciebie taka agentka! Ja na to: my się znamy? Dziewczyna zdjęła okulary – to była Kennedy, własnym oczom nie wierzyłam! Nie wierzyłam także w to, że ona raczej spokojna, ma inne zainteresowania a tu nagle załatwiła gościa jak mało kto. Chwilkę potem poinformowałam ją, że to właśnie u mnie będzie mieszkać przez ten rok szkolny. Nie wiem jak to się stało, ale zaczęłyśmy razem skakać z radości na środku ulicy. Czy to nie dziwne?
U mnie w domu w moim pokoju przygotowałam jej łóżko i szafę. Mam wielki pokój, więc nie było problemu, gdzie ją umieścić. Moja mama też nie miała nic przeciwko. Tylko Stella przynudzała, że czemu właśnie u nas Kennedy ma zostać i narzekała, że łazienka będzie cały czas zajęta.
:) i znów happy end ;) już myślałam że przyjedzie jakiś plastik i będzie wojna ;)
OdpowiedzUsuńhaha ;p
OdpowiedzUsuńto będzie później xD tz może....
Kiedy kolejna część? bo już się doczekać nie mogę :)
OdpowiedzUsuń