Obserwatorzy

sobota, 15 stycznia 2011

06. Misja na myślenie

            Wszystko w życiu zaczęło mi się układać. Dzięki temu, że Kennedy jest w klasie, Vanessa przestała już dużo znaczyć. Nikt się nas nie czepia, jesteśmy dość popularne i…Stella polubiła moją nową przyjaciółkę. Jest po prostu jak w marzeniach. Razem pracujemy w salonie fryzur, ja jestem na razie na pierwszym stopniu, a Kenn dostała awans i za miesiąc odbędzie się pokaz mody, w którym modelki będą mieć fryzury wymyślone przez nią. Mimo, że Kennedy jest świetną fryzjerką, marzy by zostać projektantką mody. Chce, więc wykorzystać tą imprezę i namówić organizatora, by dał jej szanse pokazać parę wdzianek.
           Jednak w Grenlandii nie jest tak wesoło. Znajduje się tam laboratorium, które bada skały i minerały. Ostatnio w jednym z wysokich kamiennych wzgórz, dzięki precyzyjnym badaniom odkryli, że wewnątrz góry znajduje się mnóstwo metalowych przedmiotów. Nie mieli na to dowodów, a nie mogą rozbić skały, więc postanowili wykorzystać wielki skaner. Niestety właśnie tej nocy został wykradziony z bazy i nikt nie wie, gdzie i kto go zabrał. Skąd ja o tym wiem? Kolega mojej mamy Carl jest tam strażnikiem i poprosił mnie bym tam trochę poszpiegowała. Zabrałam ze sobą Kennedy, gdyż bardzo chciała zobaczyć jak to jest, być na misji. Poleciałyśmy helikopterem. Na miejscu czekali na nas profesor Haki, doktor Dunner i jakiś student o imieniu Dave, widać było, że Dunner niezbyt za nim przepadał.
            Poprosiłam ich by opowiedzieli jak to się stało. Doktor Dunner kazał iść studentowi przygotować herbatę. Profesor Haki zaczął opowiadać: Nasz asystent był tutaj tej nocy, ponieważ zapomniał… Doktor Dunner wtrącił się: Panie profesorze, może pan przyniesie dowody? Starszy pan wstał i poszedł do pokoju obok. Dunner kontynuował: Haki nie wyłączył jednego z komputerów, więc posłał tu Dave’a by zrobił to za niego. Haki poszedł jeszcze na chwilę do swojego gabinetu po klucze do archiwum. Właśnie wtedy usłyszano łomot i skaner zniknął – opowiadał Dunner. Zapytałam się skąd zna tą całą historyjkę? Doktor oznajmił, że student mu to opowiedział. Wiadomo też, że zniknęły klucze do piwnicy, gdzie przechowywany był skaner. Profesor Haki przyniósł dowody, zgubioną rękawiczkę i ślad z błota pozostawiony na kawałku kartonu, który leżał przy drzwiach. Postanowiłam, że porozmawiam z Kennedy na stronie, ponieważ był to bardzo dziwny przypadek – podejrzana była cała trójka. Nawet do głowy nam nie przyszło, żeby to był ktoś inny, tylko ktoś z tej trójki – na pewno.
Dave – został sam, gdy profesor Haki poszedł po klucze, Dave mógł to z łatwością wykraść
Profesor Haki – klucze mogłyby być razem z kluczami do archiwum, miał dostęp do piwnicy
Doktor Dunner – pozbył się w czasie opowiadania Dave’a i Haki’ego, żeby opowiedzieć własną wersję. Ok., następnego dnia, przesłuchamy jeszcze pozostałych.
               Wersja profesora była nieco inna. Wcale nie był po klucze do archiwum, w ogóle nie był w tym czasie w laboratorium. Zadzwonił do Dave’a by wyłączył komputer i to wszystko.
Studenta nie mogłam przesłuchać, ponieważ jest on teraz w czasie pracy na wykopaliskach ze swoim ojcem archeologiem niedaleko laboratorium. Ale Kennedy nagle coś skojarzyła. Wykopaliska są teraz niedaleko, w tych terenach jest bardzo dużo błota, mógł na chwilę oderwać się od pracy, wtedy, kiedy profesor go prosił. To on mógł zostawić ślady na kartonie, on mógł wykraść skaner, może z jego pomocą chciał wspomóc wykopaliska?! Profesor oznajmił, że to bardzo możliwe, gdyż nienawidzi pracy archeologa, ale musi zarobić na wymarzony samochód. Czyżby chciał po prostu to przyspieszyć? Zapytałyśmy jeszcze profesora, gdzie był w czasie kradzieży – dowiedziałyśmy się, że u swojej córki na urodzinach – to akurat się zgadzało, znam jego córkę, i wiedziałam, ze ma wtedy urodziny, ale jeszcze na wszelki wypadek zadzwoniłam do pięcioletniej wnuczki profesora, żeby się upewnić. Ok., profesor jest raczej czysty.
Pojechałyśmy, więc niezwłocznie na wykopaliska. Dave opowiedział, że tak rzeczywiście był w laboratorium by wyłączyć komputer, ślad na kartonie wytłumaczył, że po prostu nie chciał wybrudzić posadzki, więc wytarł buty o ten kawałek kartonu. Rękawiczka nie jest jego. Widział też małą przygarbioną postać, był pewien, że to profesor Haki idzie do swojego gabinetu po klucze do archiwum. Kennedy zapytała: a co ze strażnikiem, nic nie widział? Dave odpowiedział: Tak, był, wpuścił mnie do laboratorium, lecz po kradzieży zniknął, nie widziałem go potem. Wiem tylko, że ten szalony człowiek rozmawiał z profesorem o urlopie, profesor się zgodził. Podsumowanie – więc mimo, że strażnik miał jechać na urlop, przyszedł tej nocy do laboratorium, jednak w laboratorium są tylko jedne drzwi, tylko on ma klucze – tylko on wtedy mógł ukraść skaner!!! Ale, po co? Dave przypomniał sobie, że Carl opowiadał mu jak był młodszy, to dotarł do jakiegoś miejsca w kanionie, że zapewne jest tam ukryte złoto. Dave myślał, że to tylko zmyślone historyjki, ale teraz to ma sens. Może strażnik nie był tego taki pewny, że tam jest złoto, więc wykradł skaner, by to sprawdzić.
            Nagle zadzwoniła do mnie mama. Zapytała, czy nie widziała gdzieś w laboratorium… czarnej rękawiczki Carla, bo gdzieś zgubił! Teraz to już wszyscy byli pewni, że to on. Powiedziałam mamie, by przekazała strażnikowi, że znalazłam jego rękawiczkę i jest teraz u nas, laboratorium. Następnie zadzwoniłam po policję. Gdy wszyscy się ukryli, Carl wszedł w pułapkę – dorwaliśmy złodzieja, po jakimś czasie się przyznał. Ale za nic nie chciał powiedzieć, gdzie jest ukryty skaner. Kennedy wpadła na pomysł – pewnie ukrył skaner tam, gdzie nikt się nie spodziewa. Jednak odszukanie go nie było takie łatwe. Tam gdzie nikt się nie spodziewa…
            Po tygodniu szukanie zaczęło braknąć nam pomysłów, Carl nie dał za wygraną.
Przyjechała po nas moja mama razem ze Stellą, powiedziała, ze jest z nas dumna i wrogo rzuciła wzrok na swojego dawnego przyjaciela. Stella koniecznie chciała zwiedzić laboratorium, Doktor Dunner jednak nie był przekonany do tego pomysłu. Profesor Haki, powiedział: Daj spokój Dunner, niech dziecko ma frajdę. Stella się oburzyła, ze nazwano ją dzieckiem
- Ja mam 11 lat ! – odburknęła Stella
-Naprawdę? Wyglądasz na 12 – miło komplementował ją Dave
Stelli od razu poprawił się humor. Poszłam razem z nią pozwiedzać laboratorium. Weszłyśmy też do piwnicy, w której… znajdował się skradziony skaner! No tak – w najmniej spodziewanym miejscu. Ale Stella była z siebie dumna, oznajmiła mi, że kiedyś też będzie taka jak ja…

sobota, 1 stycznia 2011

05 Współlokatorka

            Więc… w szkole jakoś mi idzie, nawet nieźle. Chodzę z Kennedy do klasy już 10 dni, Ania prawie codziennie mnie odwiedza. A właśnie, zapomniałam napisać, co z Anią. Ania mieszka teraz u swojej mamy, mojej cioci w domu obok, nie chodzi ze mną do szkoły, bo wolała wybrać technikum.
            Wczoraj wieczorem niespodziewanie zadzwoniła Iwona. Nie odbierałam, ale dzwoniła tak długo, ze wreszcie ustąpiłam. Oczywiście wiedziałam, że coś ode mnie chce, bo inaczej by nie dzwoniła. Okazało się, że jej „najlepsza przyjaciółka” jest teraz tu w Los Angeles i dostała zgodę, by dalej tu chodzić do szkoły, ale z wymiany wraca córka państwa, u których mieszka, więc teraz nie ma domu. Zaproponowała, by u mnie zamieszkała na jakiś czas. Powiedziała mi tylko, że będzie miała pomarańczową dużą torbę i w ten sposób mam ją poznać, podała już jej mój adres. Powiedziałam Iwonie, ze się nie zgadzam a ona na to, że to kiepsko, bo już jej powiedziała, że ja się zgadzam. Nie zdążyłam jej nic powiedzieć, bo się rozłączyła. To prawdziwa mistrzyni manipulacji! No, więc byłam zmuszona przyjąć dziewczynę do siebie. Byłam strasznie wściekła, bo Iwona później nie odbierała telefonu, a ja nawet nie znam imienia mojej nowej współlokatorki. Iwona wspomniała coś jeszcze, że mam ją spotkać w galerii handlowej przy fontannie. Postanowiłam najpierw poobserwować dziewczynę, więc przyszłam wcześniej.
            Ok., namierzyłam ją. Widać było, że dobrze jej się wiedzie, cyrkonowe buty, wielka pomarańczowa torba, i super bluzka oraz ogromne okulary przeciwsłoneczne zasłaniające prawie całą twarz. Czemu sobie nie wynajęła pokoju w hotelu? Blondynka rozmawiała z kimś przez telefon. W centrum galerii jest bardzo głośno, nic nie słyszała, więc wyszła na zewnątrz. Dobrze się bawiła rozmawiając przez telefon, machała sobie torebką. Nagle z bocznej uliczki wybiegł jakiś chłopak i wyrwał jej torebkę z ręki. Nie było, na co czekać, popędziłam za nim. Zdziwiłam się bardzo, gdy zobaczyłam, że ta dziewczyna mnie dogania, a nawet przegania. Uruchomiłam odrzutowe buty dopadłam kolesia. Ona była tuż za mną – już nigdy w życiu nie zabierzesz mi torebki, jasne? – wrzasnęła na niego i zadzwoniła po policję. Usłyszałam znajomy głos. Gdy skończyła rozmawiać zwróciła się do mnie: jej, Chelsea nie wiedziałam, że z ciebie taka agentka! Ja na to: my się znamy? Dziewczyna zdjęła okulary – to była Kennedy, własnym oczom nie wierzyłam! Nie wierzyłam także w to, że ona raczej spokojna, ma inne zainteresowania a tu nagle załatwiła gościa jak mało kto. Chwilkę potem poinformowałam ją, że to właśnie u mnie będzie mieszkać przez ten rok szkolny. Nie wiem jak to się stało, ale zaczęłyśmy razem skakać z radości na środku ulicy. Czy to nie dziwne?
            U mnie w domu w moim pokoju przygotowałam jej łóżko i szafę. Mam wielki pokój, więc nie było problemu, gdzie ją umieścić. Moja mama też nie miała nic przeciwko. Tylko Stella przynudzała, że czemu właśnie u nas Kennedy ma zostać i narzekała, że łazienka będzie cały czas zajęta.